Maria Skłodowska-Curie i armia małych ciężarówek, które na zawsze zmieniły radiologię
11 sierpnia 2026 · 5 min czytania
Kiedy myślimy o Marii Skłodowskiej-Curie, w głowie pojawiają się dwie Nagrody Nobla, pierwiastki nazwane polon i rad, w końcu warszawskie korzenie tej, która podbiła paryską naukę. Rzadziej pamiętamy, że ta sama kobieta stworzyła w praktyce coś, co dziś nazwalibyśmy pierwszym systemem radiologii polowej, i że przez blisko dwa lata sama jeździła nim po froncie I wojny światowej. Historię tę przypomina praca zespołu Sánchez-Oro, Torres Nuez, Fatahi Bandpey i Martínez-Sanz, opublikowana w hiszpańskim czasopiśmie Radiología w 2021 roku.
Warszawianka, która nie miała prawa studiować
Maria urodziła się w Warszawie w 1867 roku, w mieście pod carską okupacją, gdzie polski język był zakazany w administracji i szkolnictwie, a samo słowo "Polska" władze próbowały wymazać z map. Kobietom nie wolno było studiować na uniwersytecie. Maria obeszła ten zakaz, uczęszczając na tajne wykłady Uniwersytetu Latającego, gdzie polscy wykładowcy uczyli po polsku, a wśród studentek i studentów panowała idea równości płci i klas społecznych, rzecz w Rosji carskiej praktycznie nie do pomyślenia.
Do Paryża wyjechała dopiero w 1891 roku, mając 24 lata, dzięki umowie zawartej z siostrą Bronisławą: najpierw to Maria pracowała jako guwernantka, żeby sfinansować studia medyczne siostry, potem Bronisława zarabiała na utrzymanie Marii na Sorbonie. Na wydziale nauk ścisłych była jedną z siedmiu kobiet wśród 1800 studentów. Ukończyła fizykę jako pierwsza w roczniku, a rok później, niemal z rozpędu, zdobyła też dyplom z matematyki.
Dwie Nagrody Nobla i element, który nazwała na cześć ojczyzny
To w laboratorium Pierre'a Curie, gdzie szukała miejsca do pracy, poznała swojego przyszłego męża. Pobrali się w 1895 roku, tym samym roku, w którym Wilhelm Roentgen odkrył promienie X. Rok później Henri Becquerel zauważył, że sole uranu emitują promieniowanie bez żadnego źródła energii zewnętrznej, co kłóciło się z ówczesną fizyką. Maria wybrała to zjawisko na temat doktoratu i jako pierwsza nazwała je radioaktywnością.
Odkryła, że intensywność promieniowania zależy wyłącznie od ilości pierwiastka, nie od jego związków chemicznych. Badając blendę smolistą, zauważyła promieniowanie trzysta razy silniejsze niż wynikałoby z samej zawartości uranu, co doprowadziło ją i Pierre'a do odkrycia dwóch nowych pierwiastków: polonu, nazwanego na cześć Polski, i radu. W 1903 roku odebrała Nagrodę Nobla z fizyki (wspólnie z mężem i Becquerelem), jako pierwsza kobieta w historii tego wyróżnienia. W 1911 roku, już jako wdowa (Pierre zginął potrącony przez furmankę w 1906 roku), dostała drugiego Nobla, tym razem z chemii, za wyizolowanie czystego radu. Do dziś pozostaje jedyną osobą w historii, która otrzymała Nobla w dwóch różnych dziedzinach nauki.
Wojna, w której zdecydowała się organizować, a nie odkrywać
Gdy w 1914 roku wybuchła I wojna światowa, Maria stanęła przed wyborem: kontynuować badania nad nowymi zastosowaniami nauki, czy zorganizować to, co już istniało, tak by realnie ratować życie. Wybrała to drugie. Francuskie Ministerstwo Wojny mianowało ją dyrektorką wydziału radiologii Czerwonego Krzyża. Jej zadaniem było znalezienie w Paryżu każdego dostępnego aparatu rentgenowskiego i zorganizowanie z nich działających pracowni w szpitalach wojskowych.
Korzyści z prześwietleń były oczywiste: chirurdzy operujący w polowych warunkach, często dosłownie po omacku, mogli teraz wiedzieć wcześniej, gdzie dokładnie znajduje się odłamek czy kula, zanim w ogóle dotknęli rany. To skracało czas operacji i ograniczało śmiertelność. Problem był inny: sprzętu rentgenowskiego nie dało się łatwo przewieźć na linię frontu, a bez elektryczności był bezużyteczny.
Rozwiązanie przyszło od hiszpańskiego inżyniera Mónico Sáncheza, który skonstruował przenośny aparat rentgenowski ważący zaledwie około 10 kilogramów. Francja zamówiła ponad 50 takich urządzeń do montażu w samochodach sanitarnych. Maria od razu dostrzegła ich potencjał. Pierwszy taki pojazd trafił do pracy przy rannych już we wrześniu 1914 roku, podczas pierwszej bitwy nad Marną. Żołnierze i personel medyczny zaczęli nazywać te samochody czule "petites Curie", czyli "małe Curie". Każdy z nich mieścił aparat rentgenowski, ciemnię do wywoływania klisz i prądnicę napędzaną silnikiem samochodu. Pełnym obciążeniem rozpędzały się do najwyżej 30 kilometrów na godzinę.
Kobieta w wieku 49 lat zdobywa prawo jazdy, żeby dojechać na front
Ponieważ brakowało kierowców, Maria sama zdała egzamin na prawo jazdy i nauczyła się podstaw mechaniki, mając 49 lat. Między październikiem 1914 a końcem 1916 roku osobiście objechała dziesiątki szpitali. Brakowało też przeszkolonego personelu, więc w 1916 roku uruchomiła szkolenia dla techników radiologii, najpierw w tymczasowym ośrodku, potem w Instytucie Radowym, który miał pierwotnie służyć zupełnie innym celom, zanim wojna zmieniła jego przeznaczenie w szkołę radiologii. Ponieważ większość mężczyzn trafiła na front, szkoloną kadrą były niemal wyłącznie kobiety. Jedną z jej najbliższych współpracowniczek została córka, siedemnastoletnia wówczas Irena, która samodzielnie lokalizowała odłamki na zdjęciach i doradzała chirurgom miejsce cięcia, często wbrew początkowej nieufności starszych lekarzy.
Do końca wojny flota "petites Curie" liczyła 20 pojazdów i 175 przeszkolonych operatorów. W samych latach 1917 i 1918 wykonano 1 100 000 udokumentowanych badań rentgenowskich. Sama Maria osobiście przeprowadziła ponad 1200 badań.
Podręcznik, który mógłby dziś być lekturą na pierwszym roku specjalizacji
Doświadczenia z frontu Maria spisała w książce "La radiologie et la guerre" (Radiologia i wojna). Opisała w niej praktyczne zasady, które radiolog czy elektroradiolog rozpoznają natychmiast: konieczność wykonywania dwóch prostopadłych projekcji przy podejrzeniu złamania, wartość archiwizowania zdjęć jako dokumentacji medycznej, sensowność powtarzania badania w czasie, by monitorować gojenie albo skuteczność usunięcia ciała obcego. To właśnie tam sformułowała myśl, że żaden chirurg nie zgodziłby się już rozpocząć operacji bez informacji, jakiej dostarcza radiolog, zdanie, które z perspektywy stu lat brzmi jak fundament całej naszej specjalizacji.
Cena, jaką zapłaciła
Zmarła w 1934 roku na anemię aplastyczną, w wieku 66 lat. Przez dekady sądzono, że to skutek pracy z radem. Gdy w 1995 roku jej szczątki przenoszono do paryskiego Panteonu, ekspertyzy wskazały, że choroba prawdopodobniej wiązała się z ekspozycją na promieniowanie rentgenowskie właśnie z okresu wojny, kiedy wykonywała setki badań bez odpowiedniej ochrony, mimo że sama zawsze zalecała ją swoim uczniom i współpracownikom.
Trudno o bardziej gorzką ilustrację tego, dlaczego ochrona radiologiczna, dziś oczywisty element naszej codziennej pracy, nie jest formalnością, tylko wnioskiem wyciągniętym z czyjegoś realnego poświęcenia.
Dlaczego to wciąż nasza historia
Historia "petites Curie" to opowieść o tym, jak radiologia z ciekawostki naukowej stała się w ciągu kilku lat niezbędnym narzędziem klinicznym, oraz o tym, że stało się to głównie dzięki organizacji, szkoleniu i uporowi jednej osoby, a nie kolejnemu odkryciu fizycznemu. Dla środowiska, w którym zawodowo poszukujemy ciał obcych, oceniamy złamania i dokumentujemy przebieg leczenia w czasie, to przypomnienie, że te wszystkie nawyki mają konkretny rodowód sprzed ponad stu lat.
Źródło: Sánchez-Oro R, Torres Nuez J, Fatahi Bandpey ML, Martínez-Sanz G. Marie Curie: How to break the glass ceiling in science and in radiology. Radiología (English Edition). 2021;63(5):456-465. DOI: 10.1016/j.rxeng.2021.04.005
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Twoja reakcja
